Piłkarski wtorek

Piłkarski wtorekZa nami piłkarski wtorek. Na początek o pucharowy prym rywalizowały drużyny Olimpii Grudziądz i Legii Warszawa. Wieczorem o cenne punkty w wyścigu o bilet do Rio de Janeiro walczyła nasza reprezentacja. 

Na zdecydowanie więcej liczyłem po piłkarzach z Grudziądza. Legia do naszego miasta przyjechała bez kadrowiczów, czyli kilku znaczących graczy. Olimpia z kolei była w pełni dysponowana kadrowo. Po kilku ciekawszych okazjach z początku meczu, do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy przyjezdnych. Podopieczni trenera Jana Urbana dyktowali własne tempo, grając uważnie w środku pola. Druga część gry zaczęła się podobnie, jak skończyła się pierwsza. W ostatnim kwadransie gry dwukrotnie Michała Wróbla pokonali „stołeczni”. Najpierw dość przypadkowe trafienie głową zaliczył Wladimer Dwaliszwili. Na 2:0 podwyższył niezawodny Marek Saganowski. Na kilka chwil przed kończącym gwizdkiem arbitra do głosu doszli gospodarze. Najpierw kontaktową bramkę po efektownej akcji całego zespołu strzelił Adam Banasiak, natomiast kilka sekund później świetną okazję do sensacyjnego wyrównania zmarnował Adam Cieśliński. Ostatecznie Olimpia Grudziądz zakończyła swoją przygodę z rozgrywkami o Puchar Polski. Legia w kolejnej fazie zmierzy się z Ruchem Chorzów.

Po piątkowym blamażu z Ukrainą o kolejne punkty w eliminacjach do przyszłorocznego mundialu w Brazylii grali piłkarze reprezentacji Polski. Tym razem przeciwnik do najsilniejszych nie należał. San Marino to najsłabsza reprezentacja w rankingu FIFA. W swoich szeregach ma tylko dwóch zawodowych graczy, błąkających się po czwartych ligach włoskich. Wynik 5:0 dla „biało – czerwonych” w żaden sposób nie uszczęśliwia piłkarskich kibiców z naszego kraju. Gra pozostawiała wiele do życzenia. Nie popisał się również Robert Lewandowski… to niesamowite (w negatywnym znaczeniu tego słowa), żeby najlepszy snajper Bundesligi przełamał się w swoje drużynie narodowej, strzelając bramkę z karnego w spotkaniu z San Marino. Na dodatek piłka po uderzeniu ‚Lewego” przełamała ręce bramkarza gości, co oznaczało, że strzał nie był najwyższych lotów. Szerzej sytuację naszych kadrowiczów opiszę już niebawem na moim blogu – lpiekarski.blox. Zapraszam do lektury!